piątek, 30 marca 2018

W poszukiwaniu wiosny

W tym roku coś ta nasza kochana wiosenka omija nasz strony wielkim łukiem.
Ale ja jak na prawdziwego podróżnika i kaprala przystało pojechałem jej poszukać.
Nie było to wcale łatwe osiągniecie, bo gdzie jej szukać?
Wybór padł na nasz  niedaleko, bo do Wisły. I jakie oto zdziwienie. Tyle śniegu tam zastałem jak podczas prawdziwej zimy.
Dobrze że zabrałem ze sobą sprzęt narciarski , bo mogłem się jeszcze pożegnać z ta przyjemna częścią zimy.
Bo musze się wam do czegoś przyznać, nic nie przysparza mi tyle radochy ile jazda na nartach.
I chociaż mój tata sam oznajmił , że jestem z Przybyła, a członkowie rodziny o tym nazwisku nie jeżdżą na nartach  to jednak w tym wypadku przeważyła druga połowa moich genów.
Wiele cierpliwości i determinacji kosztowało to moja mamę, która czasami ze łzami w oczach,
w głębi duszy myślała, że nie ogarnę tego. Że moje słabe napięcie mięśniowe, brak koordynacji ruchowej , zaburzenia SI i wzroku  nie dadzą rady pokonać trudności jakie  przysparza ten sport.
Ja pokazałem i dałem rade!!
Może na razie moje zjazdy nie są na miarę Alberta Tomby, ale teraz może być już tylko lepiej !!!



Każdy zjazd to mega frajda, masa radości i uśmiechu.

No i się rozpisałem o zimie, a miało być o wiośnie;-)



Szukałem tej wiosny i wiecie co chyba ja znalazłem. Powolutku gdzieś przebijają się jej pierwsze tchnienia.
Słoneczny parokilometrowy spacer ukazał mi jej skromne, nadchodzące oblicze.
Teraz to już tylko patrzeć jak wybuchnie w całej swojej krasie !!





Na koniec pamiętajcie , że możecie mnie obserwować i komentować na Facebook'u
zapraszam https://www.facebook.com/franekprzybyla/




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kolejny post o pływaniu, może i się powtarzam, ale mając zdrowe dziecko, które po jednej, dwóch lekcjach zaczyna pływać, wszystko przychodzi...