piątek, 2 lutego 2018

2 luty to dla mnie bardzo ważna data.
Kiedy leżałam w szpitalu jeszcze z Franiem w brzuszku to była moja death line, moja meta, mój cel, który miałam osiągnąć, mój Mount Everest !!!
Każdego dnia byłam coraz bliżej i miałam wielką nadzieję, że dotrwam, wytrzymam.
Niestety stało się inaczej.
Franio zamiast bycia wodnikiem stał się skorpionem.
12 tygodni,
84 dni mogłoby się wydawać, że to tylko liczby, daty.
Ale w przypadku Frania to aż dwanaście tygodni, które zamiast spędzić u mnie od sercem, spędził w plastikowym pudle, poddawany wielu procedurom medycznym, często bolesnym, ocierając się o śmierć.
56 dni spędzonych w szpitalu, daleko od kochanych osób,  które powinny być obok, powinny przytulać, pieścić.
56 dni wśród obcych osób, które starały się być jak najmilszymi ciociami dla Frania, ale zawsze to tylko był personel medyczny.
56 dni mojej tęsknoty, strachy, wypłakanych łez.




Teraz patrząc z perspektywy czasu, zastanawiam się nie raz jakie miałby życie Franio, gdyby nie te 12 tygodni.
O ile bardziej proste, o ile łatwiejsze ?
A może właśnie te 12 tygodni sprawi, że jest taki wyjątkowy.
Może ktoś mi zarzuci,że gloryfikuje jego osobę bo to przecież moje dziecko.
Oczywiście, że tak jest i nie będę zaprzeczać ani jednej sekundy.
Franio to naprawdę bardzo dzielny, wyjątkowy chłopczyk. Każdego dnia pokazuje mi swoją wielką determinacje  w pokonywaniu swojej niepełnosprawności.

Wiem też jedno, jest otaczany wielką miłością swoich rodziców, rodzeństwa, dziadków.
Każdego dnia budząc się obdarowuje mnie najpiękniejszym uśmiechem na świecie.



Więc 2.2.2011 zamieniło się na 12.11.2010, troszkę pomieszały się cyferki.
Franiowi uciekł rok, którego ciągle szukamy i gonimy. Może kiedyś się uda wyrównać utracony czas.
W zamian Franio ma tak jakby podwójne urodzinki, dlatego zaśpiewajmy mu dzisiaj STO LAT STO LAT!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kolejny post o pływaniu, może i się powtarzam, ale mając zdrowe dziecko, które po jednej, dwóch lekcjach zaczyna pływać, wszystko przychodzi...